Piszą o nas: 40-ste urodziny Skorpeny

Płetwonurkowie ze Skorpeny nie są przesądni
Marta Bełza

22.10.2008 , aktualizacja: 22.10.2008 20:20

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Nurek wchodzi i wychodzi z wody, nigdy nie zachoruje i nie umrze pod wodą – mówi „Broda”, posiadacz legitymacji nr 1 olsztyńskiego klubu miłośników podwodnych przestworzy
Akademicki Klub Płetwonurków Skorpena obchodzi 40. urodziny. Z tej okazji jego członkowie i sympatycy zebrali się wczoraj na plaży w Kortowie, aby świętować wieloletnią działalność. Jak przystało na nurków, główna uroczystość odbyła się w wodzie. Klubowicze wynurzyli się z jeziora z przywiązanymi do kostiumów butelkami szampana. – Schłodziliśmy je specjalnie dla państwa – poinformowali zebranych.

Klub, który przyjął nazwę od groźnej, choć kolorowej rybki z Morza Śródziemnego, od początku działa przy olsztyńskiej uczelni. Już między rokiem 1960 a 1966 przy wydziale rybackim istniało koło badań podwodnych, ale dopiero kilka lat później Roman Białas, student zootechniki, postanowił stworzyć klub zrzeszający miłośników nurkowania. Został też jego pierwszym prezesem. Działalność klubu wspierali wykładowcy.
Bogdan „Broda” Senderski jest posiadaczem legitymacji nr 1, choć nie najstarszym przedstawicielem klubu. Dawne czasy wspomina z rozrzewnieniem. – Było bardzo dobrze, tylko sprzęt mieliśmy trochę kiepski – żartuje. Tak jak wielu członków klubu, dawno przestał być już studentem, ale wciąż utrzymuje kontakt z kolegami z dawnych lat. – Co roku organizujemy zjazdy rodzinne w Purdzie – mówi „Broda”. – Na takie spotkania członkowie klubu zabierają babcie, żony, dzieci. I wszyscy nurkujemy.

Do Skorpeny zapisują się też nowe pokolenia żaków. Choćby Łukasz Sinkiewicz, student i obecny prezes klubu. Nikt z jego rodziny nie interesował się nurkowaniem, ale on zawsze marzył, by zobaczyć, co kryje się pod wodą. – Od małego uwielbiałem oglądać filmy pokazujące morskie głębiny – opowiada. – Swój pierwszy sprzęt zmontowałem sobie samodzielnie z gaśnic. Profesjonalnie zacząłem schodzić pod wodę w liceum, a studia w Kortowie pozwoliły mi kontynuować tę pasję.

Profesjonalny ekwipunek nurka chroni przed wieloma zagrożeniami. Bogatsi członkowie klubu mają własny, a ci, którzy nie mogą pozwolić sobie na zakup sprzętu, wypożyczają go z Ośrodka Kultury Studenckiej. Bo nurkowanie nie jest tanim sportem. Trzeba opłacić składkę członkowską, sprzęt, kurs nurkowania, wyprawy… W sumie można wydać nawet kilka tysięcy złotych rocznie.

Przeszkodą w zobaczeniu, co kryją morskie głębiny, mogą być też względy zdrowotne. – Nikt, kto się do nas zgłasza, nie przyzna się, że do tego się nie nadaje, ale i tak wszystko zweryfikują konieczne badania – tłumaczy „Broda”.

Lista przypadłości dyskwalifikujących kandydata jest długa. Nurek nie może mieć problemów z ciśnieniem, chorych uszu, nosa, płuc, oskrzeli. Za to jeśli przejdzie pozytywnie wszystkie badania, będzie mógł razem z klubem nurkować nawet w odległych zakątkach świata, podziwiać najbardziej egzotyczne zwierzęta i rośliny morskie.

Nurkowie nie są przesądni. Nie odprawiają żadnych obrzędów przed wejściem do wody. Nie boją się, że przydarzy im się coś złego. Zapytałam Łukasza, jak zareagowała jego rodzina, kiedy oświadczył, że zamierza nurkować. – A jak ma zareagować ktoś, komu syn oświadcza, że będzie schodził 40 metrów pod wodę? – śmieje się prezes Skorpeny.

Paweł Laskowski, instruktor, dodaje: – Jedni wchodzą w stratosferę, inni wybierają głębiny.

A „Broda” podsumowuje: – Dobry nurek jest profesjonalnie przygotowany. Nic mu się nie stanie. Giną tylko samobójcy.

Na zdjęciu

Płetwonurkowie ze Skorpeny rocznicę swojego klubu uczcili szampanem „wydobytym” z głębin Jeziora Kortowskiego
Cały tekst: TUTAJ